Wychodne

Jadę na jakimś mega cugu energetycznym i może to te suplementy, co mi mama na menopauzę przysłała, a może wrzesień a może joga, albo vit C w proszku. Nie wiem, nie wnikam. Ostatni raz tyle siły miałam zanim zaszłam w ciążę z Julką, więc bez komentarza. Wykorzystując cug miałam w ubiegłym tygodniu DWA RAZY wychodne, po którym nie byłam wykończona, nie padałam na pysk, nie umierałam i naprawdę nieważne, że jak w piątek wróciłam do domu o normalnej godzinie to od razu zasnęłam, spałam do 21, po czym wstałam, obejrzałam początek „Obcego 2” i poszłam dalej spać, na kolejne 9 godzin.

W środę poszłam na WORK HIKE. Naprawdę. Wsiadłam po pracy w pociąg, pojechałam wzdłuż zatoki dublińskiej, wysiadłam w Howth i poszłam się wspinać. Z LUDŹMI Z PRACY, których przez ostatnią dekadę, poza pracą, przez większość czasu, profilaktycznie, starałam się unikać jak ognia. Potem poszliśmy na drinki i tam mnie olśniło, że oto w końcu zachowuję się tak jak kiedyś, jak stara sistermoon – przed dziećmi. Nie mam wyrzutów sumienia, zajebiście się bawię, nie spieszę się do domu i nie panikuję, że ojezu dzieci doznają trwałego emocjonalnego urazu, bo mamusia nie dała im buzi na dobranoc. Co więcej – dzieci zostały same w domu, bo PM też musiał wyjść. To już nie światełko w tunelu, to jebany reflektor oświetlający pas startowy na lotnisku w Atlancie! (jezu słuchajcie, oglądałam w irlandzkiej TV program o największym lotnisku świata (w Atlancie) i czy wiedzieliście, że Airbusy składa się RĘCZNIE przy pomocy nitów?! Pewnie wiedzieliście, no ale ja nie, to cześć. Oraz właśnie doczytałam, że zła jakość nitów zgubiła Titanika, chuj z górą lodową). No więc przesłanie moje do Was dzisiaj jest takie, że jak macie małe dzieci i nie możecie same wyjść nawet do kibla, to błagam, nie poddawajcie się. Przyjdzie dzień, że jebniecie drzwiami, Wasza torebka nie będzie wyładowana pieluchami i tysiącem innych rzeczy, niezbędnych niemowlakowi do przeżycia kwadransa poza domem i nikt nie będzie do Was co pińć minut wydzwaniał, że Wasz bobas się posrał, porzygał, nie chce spać, ma gorączkę i co teraz i że w ogóle DLACZEGO WYSZŁYŚCIE I CIĄGLE WAS NIE MA, minęło już przecież 28 minut i 16 sekund i 25 nanosekund odkąd zamknęły się za Wami z hukiem drzwi. 

IMG_4134

Więc ogólnie miałam takie objawienie, że przecież mogę to robić częściej. Wsiadać w ten pociąg i jechać gdziekolwiek. Na hike. Na piwo. Posiedzieć nad morzem. Pójść do pennysa na zakupy (Pennysa otwierają w Polsce btw). Nie muszę wracać biegiem do domu. Aleluja. Nie dlatego że dzieci większe i generalnie w dupie mają czy wróciłam teraz czy za 3h, nie dlatego, że nakarmienie, przebranie i położenie trójki niemowlaków do łóżka przez jedną osobę to challange prawie większy, a na pewno bardziej emocjonalnie wykańczający od zjazdu na nartach z K2, ale dlatego, że uwaga, nie jestem wykończona i CHCE MI SIĘ. Nie wiem czy dla osób bezdzietnych względnie małodzietnych to tłumaczenie ma jakiś sens, ale jestem pewna, że rodzice z liczbą dzieci 3+ całują teraz ekran i robią skrinszota, żeby się w trudnych chwilach pocieszać. W ogóle kiedyś przeczytałam jak znajoma mi matka 9 dzieci powiedziała w jakimś kobiecym periodyku, że najtrudniej jej było jak się urodziło trzecie, a potem poszło z górki. Nie, nie będę sprawdzać, dziękuję, ale zgadzam się, że przy trójce można się pochlastać tępą linijką. 

Następnego dnia poszłam do Irish Filim Institute na „Zimną wojnę”. Irish Film Institute jest zajebiste bo ma wygodne fotele i nikt nie żre popkornu, nie szeleści czipsami i nie sprawdza telefonu (nie mogłam sprawdzić telefonu).  

No i najpierw miałam o tym filmie nie pisać bo „jak zachwyca kiedy nie zachwyca”, ale dajcie spokój. Za duża jestem żeby zawsze się zgadzać z tym co mówią wszyscy. Film jest ŚMIERTELNIE NUDNY. Bosz. Jest naprawdę piękny wizualnie i porywający muzycznie, ale historia miłości Kota i Kulig nie trzyma się kupy, nie przekonuje, nie porusza, nie ma między nimi chemii, Kot głównie siedzi i płacze, a Kulig jest wkurwiająca i naprawdę trudno wyczuć o co jej chodzi i czemu postępuje tak jak postępuje. Chciałam się wzruszyć i poprzeżywać, naprawdę usiłowałam się wczuć żeby się okazało, że znam się na dobrym kinie i jestem taka wrażliwa, ale nie dało rady. Zero emocji czy cienia zainteresowania co będzie dalej. Trudno. Może kiedyś, na etapie Grabaża wypłakałabym na takim seansie oczy i duszę, ale nie teraz, nie po 13 latach małżeństwa, dzieciach, brudnych skarpetkach i zarzyganych bodziakach. Najbardziej przekonał mnie do swojej postaci Szyc, którego nie lubię i Kulesza, której było za mało. Teraz siedzę i oglądam Armageddon – być może to jest właśnie kino na moim poziomie i należy się z tym pogodzić zamiast mieć niewiadomo jakie artystyczne aspiracje. 

6 myśli w temacie “Wychodne

  1. zaocznie kocham w takim razie ten Twój Irish Film Institute
    bosz, jak ja nienawidzę, jak te ścierwa w kinie wiecznie coś żrą, mlaskają, chrupią i siorbią!
    ja im za każdym razem życzę takiej soczystej sraczki pod sam koniec seansu
    jakby to nie umiało się powstrzymać od mielenia paszczą przez dwie godziny
    i ok, rozumiałabym, gdyby to całe szmaciarstwo umiało jeść z zamkniętą gębą
    nie, pootwierają te mordy, gadają w trakcie przeżuwania
    brrrrrrrr
    nienawidzę
    frotka

    Polubienie

  2. To samo mysle o tym filmie…. i drugi raz go nie obejrze. Ale wieczor byl mily i dziekuje Ci za niego:)
    Ps . Film, ktory mnie wzrusza zawsze i wracam do niego to „The lake house”. Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s