Polska

Świętować urodzin ojczyzny nie miałam czasu, bo walczyłam z wszami. Kto sam walczył (będąc rodzicem trzech córek z włosami sięgającymi tyłka) ten wie i rozumie. Wszystko poszło w odstawkę, weekend do kasacji, a o rogalach marcińskich przypomniało mi się jak zobaczyłam puste po nich pudełka w polskim sklepie. Ale potem, jadąc do pracy i płynąc przez biało czerwone wpisy na fejsbuku nie mogłam się nie zadumać.

Że dla mnie Polska to waniliowy serek homogenizowany, który mama przynosiła na śniadanie po nocnych zmianach w hotelu Poznań (można go było kupić albo o 6 rano albo wcale). To mleko ze srebrnym kapselkiem i visolvit w proszku, o którym legenda głosi, że ktoś go kiedyś rozpuścił w wodzie. 

Polska to wycieczki klasowe i kolonie – kraj zjechany wzdłuż i wszerz, autobusy „ogórki” bez badań technicznych i noclegi w miejscach, których kontrola i inspekcja zapełniłaby dziś harmonogram programu „Uwaga” przynajmniej na pińcdziesiąt tygodni do przodu.  

Polska to nocne powroty przez zimowy Poznań z Eskulapa, z koncertów prawie każdej awangardowej polskiej kapeli, która grała między 1993 a 1997 rokiem. Polska to Kult. T.Love. Myslovitz. Hot Water. To „Poznańskie Dziewczęta” i „Ezoteryczny Poznan”. Wilda, na której mieszka szatan. 

To studenckie wyjazdy na Sylwestra, zamarznięte rzęsy po nocy spędzonej na dworcu w Kłodzku przy temperaturze -25 stopni. To bałtyckie plaże, gofry z bitą śmietaną i smak najlepszych na świecie frytek kupowanych w przydrożnych budkach. To kolorowa oranżada w woreczkach i zapiaszczone jagodzianki z poprzyklejanymi do nich osami. Ogniska i zachody słońca.

Zrzut ekranu 2018-11-13 o 16.17.56.png

Polska to zrywany w maju bez i konwalie oraz kupowane na tony aromatyczne truskawki z Rynku Bernardyńskiego. Państwowe ogródki działkowe i uprawiane na nich porzeczki oraz agrest, zjadane prosto z krzaka.

Polska to szkolne wyjazdy na wykopki, zamiatanie jesiennych liści wierzbowymi miotłami, czereśnie zbierane prosto drzewa, do kobiałek.

To pierwsza praca zarobkowa – sprzedawanie Expressu Poznańskiego, po szkole, wieczorami, pod Okrąglakiem i delikatesami Kasia. To prawo jazdy, robione na maluchu i „egzaminacyjne” pytanie instruktora czy aby na pewno nie zamierzam po jego otrzymaniu sama jeździć samochodem po mieście.

To Chodzież i Stęszew lat 80-tych. Dom u babci ze studnią i wychodkiem w ogródku. To „Filipinka”, „Płomyk” i „Świat Młodych”. Guma Donald z obrazkiem. Kajko i Kokosz, Jonka, Jonek oraz Tytus.

Polska to Tatry, które zmieniły mnie i moje życie. Jazda zimą, maluchem z Poznania do Nowego Targu. Moment, w którym po raz pierwszy zobaczyłam Morskie Oko. To wyprawy w ciemno z plecakiem w Bieszczady, Karkonosze, do Kotliny Kłodzkiej i w Góry Świętokrzyskie. To Wawel, Książ, Gniew, Malbork. 

Polska to serial „Dom” i komedia „Miś”. „Rodzina Leśniewskich” i „Karino”. „Seksmisja”. Teleranek i 5-10-15. Kulfon i Żaba Monika. Kmicic i Pan Wołodyjowski. Stanisław Wokulski. 

Polska to szkoła sportowa i IX LO w Poznaniu. Akademia Ekonomiczna. Radio S. Jarmark Świętojański. Lody u Brody. 

Polska to gotowane na parze i muślinowej ścierce pyzy, domowy bigos i bożonarodzeniowe makiełki. Kogiel mogiel i kupowane w Peweksie lub przywożone „z zachodu” czekolady. Zwijane w kulkę sreberka. 

W końcu Polska to Robert Lewandowski. Ekstaza po pierwszym w historii wygranym meczu z Niemcami, łzy do późnej nocy, po karnym Kuby. Polska to Adam Małysz, który chciał zostać dekarzem. To Kamil Stoch, który skakał przy świeczkach z dachu. To kraj gdzie za oknem zimowo zaczyna się dzień, po sobotnich balach chodniki zarzygane, a wiosna spaliną oddycha. 

Polska to kraj, który zostawiłam za sobą i którego nigdy nie opuściłam. 

Chciałabym żeby kiedyś w przyszłości, gdy nas już nie będzie, moje dzieci, lub dzieci moich dzieci, mogły z dumą mówić swoim dzieciom, że w ich żyłach płynie polska krew. 

Chciałabym żeby Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy.

Sto lat, Polsko!