Liść babki

Znowu lipiec i znowu, jak rok temu, mam zapaść. Siostra, której się zwierzyłam, że umieram, słusznie stwierdziła, że wciąż, mimo upływu lat, mamy zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do lata. Coś w tym jest. Człowiek czeka od stycznia, planuje, podnieca się, że jak w końcu przyjdzie lato to omg. Ciepło, jasno. Morza szum, ptaków śpiew. Wakacyjna miłość, zachody słońca, taniec w deszczu, piosenki przy ognisku. Romans z nieznajomym. Spadające gwiazdy. Szlaki w Tatrach i plaże nad Bałtykiem. A potem jest pierwszy lipca i trzeba normalnie pójść  a zakład, przesiedzieć tam X godzin, wrócić, pójść spać i powtórzyć od początku. Deszcz napierdala jak w marcu. Gwiazd nie widać, bo chmury. Ogniska nie wolno, bo zagrożenie pożarowe. A jedyny nieznajomy to nowy kierowca autobusu linii 39X. 

Przeczytałam od początku całe „Przeminęło z wiatrem”. Przeraziłam się jaki wpływ miała Scarlett i jej filozofia życiowa na moje własne życie. Nie widziałam tego wcześniej. Teraz oglądam po raz szósty Breaking Bad. Mam kompletnego pierdolca na punkcie tego serialu i przy każdym kolejnym podejściu staram się na nowo zrozumieć dlaczego wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej. Czy i kiedy bohaterowie mogli/ powinni postąpić inaczej. Dlaczego nie postąpili. Które cechy charakteru doprowadziły ich do aż tak spektakularnej katastrofy. 

Potem niepoczytalnie sięgnęłam po pamiętniki z 1994 roku. Mam 44 lata. Powinnam wiedzieć lepiej. Takie powroty w moim wieku i w lipcu nie są zdrowe. Potem już poszło lavinowo (nomen omen). Tilt, Kobranocka, Kult, Muniek, Yanina Iwański. Wtedy chodziłam na ich koncerty, czasami nawet po 3 razy w tygodniu. Skończyłam na Wodeckim i Frąckowiak. Papierowy księżyc z nieba spadł, skończył się wideo film. 

Zmęczona życiem nie poszłam przez dwa dni do pracy. Pierwszy dzień minął mi ulgowo, ale drugiego, do sypialni wkroczyła Julka i surowym głosem spytała: DLACZEGO LEŻYSZ W ŁÓŻKU? Na argument, że wciąż boli mnie brzuch, odrzuciła pszeniczny warkocz na plecy i z godnością odparła: „Sama mówiłaś, że nie można się nad sobą użalać, tylko trzeba wstać i robić swoje”. Srsly, dziecko, get a life. 

Teraz mam tydzień wolnego i muszę się znowu jakoś pozbierać. Ogarnąć przed Portugalią i przed wrześniem. Porobiłam badania i dopiero jak mi pani ginekolog łagodnym głosem powiedziała „Przestań się dziecko martwić, wszystko jest ok” to zrozumiałam.  Nikt już do mnie nie mówi: „dziecko”. Jestem na etapie życia, na którym wszyscy nieustannie czegoś ode mnie chcą i oczekują, a ja się boję, że umrę zanim dam radę im to wszystko zagwarantować. W związku z tym nieustannie się przejmuje, zajmuję, organizuję, zapewniam, doradzam, pomagam, pocieszam, głaszczę po głowach, udzielam wsparcia, jestem opoką i węgielnym kamieniem. Rodziców nigdy nie miałam z kategorii szczególnie wspierających i może właśnie w ten sposób nauczyłam się świetnie radzić sobie sama, ale nagle okazuje się, że gdy obca kobieta mówi do mnie dziecko (a w jej tonie jest zero protekcjonalizmu, ale za to morze empatii), to mam ochotę usiąść i się rozpłakać. Może biznes taki założyć. Jak te hotele o których już pisałam. Że zatrudniałoby się starsze panie, do których przychodziłyby na pogawędki umęczone matki, z rozmazanym od łez bezsilności makijażem, i żeby ktoś im (tym matkom) zupę ugotował, przykrył kocem, wysłuchał żalów, lęków i schiz, potrzymał za rękę, nie wyśmiał, nie zbagatelizował i w końcu przytulił i powiedział „Nie martw się dziecko, dasz radę. Nie umrzesz tak od razu, a wszystko się w końcu jakoś ułoży”. 

Pani ginekolog to „dziecko” wyrwało się przypadkiem, zaraz się poprawiła i znów zaczęła mnie tytułować „panią”, ale to było takie od serca. Że w końcu komuś przy pierwszym spotkaniu nie objawiłam się jako wiecznie wkurwiona i wściekła na cały świat hetera. Prawda. Nie jestem łagodną Melanią Wilkes, oj nie. Jestem wkurwioną Scarlett, która do celu zmierza na skróty bo ma mało czasu, jest przerażona, zmęczona i nie ma siły. A jednocześnie wciąż czuję się tym bezradym dzieckiem, które nie wie co robić, płacze przy każdym upadku i  czeka żeby ktoś je podniósł  z zakurzonej ziemi, przyłożył do rozbitego kolana liść babki i obiecał, że do wesela się zagoi. Bo to czasem wszystko czego trzeba, żeby chcieć próbować dalej. Znaleziony na trawniku lub w przydrożnym rowie brudny i obsikany przez psy liść babki. Zerwijcie go po drodze i podarujcie następnej osobie, która będzie robić na Was wrażenie mega silnej i radzącej sobie ze wszystkim. Obiecuję, że potrzebuje go najbardziej. 

6 myśli w temacie “Liść babki

  1. Piękny masz styl, dziecko 🙂
    Cudownie mi się to czytało.
    Też miałam dzisiaj takie przemyślenia i czułam się zmęczona. Przez moment wydawało mi się, że mam za dużo na głowie, a wręcz- że wszystko. A później obejrzałam film dokumentalny o matce sześciu dziewczynek i jednego chłopca, która została z nimi sama, bo jej mąż popełnił samobójstwo. I mi przeszło 😉

    Wypoczywaj w Portugalii, ja lecę do Maroko, choć nie lubię wspominać, że właśnie tam, bo wszyscy zaczynają robić „woooow, ale super”, a dla mnie to wcale nie super, bo będę jedynie leżeć plackiem nad basenem i upewniać się, że mój 7-olatek się nie utopi. Eh.

    Polubienie

  2. Ech, Kasiu. Wobec lipca mam jedno życzenie: dzieci związać i zakneblować (albo oddać dzieci Mamie pod opiekę), iść z kocem do ogrodu i przeleżeć pod drzewem pół godziny. 30 minut, w czasie których nie usłyszę, że ktoś coś ode mnie chce, wykłóca się z bratem, drze ryja albo ryczy z radości (a nie, to jednak tylko knebel). Marzę o tym już chyba ze trzy lata. Ja pierniczę, to TYLKO pół godziny w ogrodzie rodziców. Dziś, jadąc na gokarty, z łbem pulsującym po całym dniu z piatką dzieci, zapowiedziałam moim chłopakom, że to są ostatnie wakacje, kiedy spełniam ich życzenia, Nagle (WTEM!) do mnie dotarło, że oni byli na jednym obzie, za chwilę jadą na drugi obóz, a ja, której wakacje trwały całe 7 godzin (w sobotę mąż zabrał dzieci do teściowej), w międzyczasie służę do spełniania kolejnych życzeń, kaowiec z przymusu. Koniec z tym, kurwa, koniec! Miałam ich zawieźć na nocleg do siostry, ale na fali wkurwu kazałam zabrać ciuchy na zmianę do reklamówki i drałować na piechotę. Próbowali protestować (kilometr chodnikiem przez spokojne miasteczko! matko, serca nie masz! wilki i zbójcy na drodze!), ale miałam w oczach coś takiego, co kazało im zamknąć gęby i grzecznie powiedzieć dobranoc. Na dodatek miałam mieć wolne wakacje, a wzięłam sobie ciężką robotę za gówniane pieniądze i pluję sobie w brodę, że znowu kolejny raz dałam się wrobić i kiedy ja się wreszcie nauczę cenić. Jezu. Jestem wykończona. Jak Mama mnie przytula i mówi, jaka jestem dzielna, to zaczynam łkać spazmatycznie. Trzymaj się Kasiu jako i próbuję się nie rozlecieć,

    Polubienie

  3. Mamto. Lato oznaczało dla mnie zwykle kolorowe ciuchy, luz psychiczny, żarcie owoców i warzyw do wypęku i nieco lenistwa. Choćby soboty na trawie w parku, albo rowery i plażę w NL. W tym roku codziennie czołgam się przez dzien, zakładam byleco, jem chleb z msrgaryną, bo nie trzeba go myć, a jak się już porwałam na koktajl, to potem gary stały w zlewie 4 dni. Nie mam kompletnie na nic siły, poza tym, co muszę. Nie ma prosecco nad Wisłą, nie ma wycieczek do Powsina, nie ma plazy w Zegrzu, nie mam siły nawet jechac do ojca na działkę, bo 73 letni pan po raku przytłacza mnie swoją energią. Wakacji pewnie też nie będzie, bo miała byc Portugalia we wrześniu, ale jest koniec lipca, a my nie zarezerwowaliśmy niczego. Biletów zwłaszcza. Wczoraj migawkowo oglądałam jakiś film z pożarem domu i uświadomiłam sobie, że ja w tej sytuacji wypchnelabym z domu koty i starego, a sama położyła się na podłodze i zamknęła oczy. Mój masażysta mówi, że niewielu ma pacjentów, którzy nie krzyczą przy uwalnianiu punktów spustowych. Ja nie krzyczę, bo nie mam siły. Także lato sucks.

    Polubienie

  4. Oj Kasienko jak to przeczytalam to jeszcze bardziej sie upewnilam , ze jestesmy siostrami .
    Musimy sie opiekowac tym dzieckiem w nas, przytulam Ciebie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s